Witaj!


ALTER To ja – ALTER, autor niesławnej, grafomańskiej powieści z wyższych sfer. Nie ukrywam, że mam w nosie tak zwaną poprawność polityczną i literaturę przez duże „L”. Moim żywiołem jest piurnonsens, groteska, walenie ryjem w mur bigoterii i idiotyzmu rodzimego chowu.
Bohaterowie powieści to płody czystej wyobraźni.
Nie odnoszę się personalnie do nikogo, nikogo nie zamierzam lżyć, obrażać, ani poniżać. Niecenzuralne słowa, od których nie sposób było uciec, służą wyłącznie ekspresji i sile artystycznego (?) wyrazu.
Przyznaję – mam niezły ubaw, dopisując kolejne epizody. Kiedy przestanę mieć frajdę
z tej pisaniny, rzucę bloga w jasną cholerę.
Całość powieści podzieliłem na epizody, które będę tutaj zamieszczał.
To wszystko.

Alter

Nie spodziewaj się dobrej literatury. Nie oczekuj intelektualnych rozkoszy. Nie licz na logikę, dbałość o historyczne realia i poprawność polityczną. Niczego takiego tu nie znajdziesz.

Ogród rozkoszy! Hrabia ciska! Aluzje Hrabiny! Czego nie wie stary służący? Nieokiełznane namiętności!

– Walery! – Hrabina zdjęła monokl i założyła okular – Jesteś, moja kiełbasko?
Jej głos przeszłej urody odbijał się od murów i Walerego.
Tak, Jaśnie Pani – odrzekł lokaj – w kominku napalono, ale lodów nie będzie. Za zimno.
– Na lody nigdy nie jest za zimno – Hrabina swym arystokratycznym oddechem zabiła muchę i zmierzała ku Waleremu
– Czy Walery zrozumiał aluzję?
– Tak, ale nie wiem co to jest „aluzja” – odparł Walery.
– Oh! Mon Dieu! – Hrabina wpadła w spazmy porównywalne z polityczną kampanią wyborczą w cywilizowanych krajach strefy euroazjatyckiej – Walery, je suis malade! Wezwij ma famille!
Z metodyczną fantazją, właściwą rodowi Przeniewierskich, jęła przeglądać karty swych memuarów. Ujęła wiotką dłonią uwiecznioną drożyźnianymi bibelotami, kieliszek z amalgamatu i jęknęła obficie. Lico jej, jakże blade, rozpłoniło się nieco, kiedy Walery podał tacę z flaszą staropolskiego absyntu.
Wtem zadźwięczał gong u drzwi, potem po raz wtóry, i po raz trzeci.
Walery stał u dźwierzy jak kamień, nikt jak on, lepiej nie znał tajemnic domostwa.
Wierny sługa uchylił starodawne odrzwia, które ustąpiły ze starocerkiewnym akcentem.
– Job twoju mać! – rzekł przybysz i cisnął ozdobionym rodowym herbem parasolem wprost w twarz kamerdynera.
– Co tak długo?! Ty ch… niemyty! Czy myślisz, że Jaśnie Pan, zamierza posiąść dyfteryt, albo inną francę powietrzną?!
– Jaśnie Panie, pozwolę sobie zasugerować…Czy życzy sobie Pan Hrabia, litr wódki, czyste wiadro i bigos do biblioteki? Kamerdyner wprowadził Hrabiego do antycznego holu, gdzie pyszniły się na ścianach liczne konterfekty antenatów oraz rogi, także Hrabiego.
Wiadro wsadź sobie w dupę! To nie jest Monty Python, ofermo! Dawaj moje, stare, poczciwe koryto!
Hrabia nie odmawiając pomocy swym arystokratycznym dłoniom, jął wspinać się na piętro po hebanowych, lśniących nowym, luksusowym pokostem, schodach.
Jego chude, arystokratyczne ciało wyćwiczonymi z dawna nawykami, posuwało się sprawnie ku górze.
Hrabina Pulcheria zamknęła adamaszkową okładkę osiemdziesiątego szóstego tomu swych wspomnień z młodości.
– Czy Pan powrócił?
– Wraca, Jaśnie Pani – Walery troskliwie asystował swemu chlebodawcy w uciążliwej peregrynacji do pałacowej sypialni, zwanej kurdybanową.
Hrabia Antoniusz Alojzy runął w puchową otchłań gotyckiego łoża z baldachimem, wypożyczanego wielkodusznie każdego roku wieśniakom, na procesję Bożego Ciała.
Korpusem arystokraty targnął spazm bolesny – oto bowiem, choć otumaniony cudzołożnymi orgiami z tancerkami z podrzędnych lunaparów, dochodziła doń okrutna świadomość nieodwracalności czasu przeszłego.
On – absolwent najlepszych uniwersytetów Oksfordzie, Padwie, Paryżu, a nawet w Małkini, pojął za żonę istotę obcą duchowo, choć ze szlachetnego rodu.
Jego finanse, poza tym, legły w gruzach.
Konie, na które postawił, okazały się ochwacone, podobnie, jak tancerki z burdeli, którym poprzedniej nocy stawiał szmapanay

– Antoniuszu! – Hrabina uszczknęła źdźbło toskańskich winogron i popiła drobiną najlepszej odmiany „wódki żołądkowej gorzkiej” – Jesteś?
– Tak, moja duszko… – Hrabia obficie zwymiotował do starodawnego koryta, a jego szlachetna twarz usłała się gęstymi kroplami potu.
Hrabina podniosła się z fotela i podeszła do okna z widokiem na pałacowy ogród.
Z lubością konsumowała obraz bzów kwitnących, cebuli dojrzewającej i kopulacji ogrodnika z posługaczką w krzakach agrestu.
Pomyślała, że jej małżeństwo z Antoniuszem Alojzym już dawno stało się farsą.
On, łajdak włóczący się po portowych spelunkach, tym bardziej gorszący, że do morza czterysta wiorst, ucztujący z nieobyczajnymi chłopcami i rozmawiający z nimi całymi godzinami o Kancie, Heglu, albo innym dewiancie, nie jest godzien jej ciała.
Jej ciało należało do wybranego.
Ale ta tajemnica musi zostać zamknięta w ciemnicy ukrytych prywatności…

avatar

Informacje o Alter

Budżetowy pasożyt spod znaku Koziorożca. Miejsce zamieszkania - Polska, czyli nigdzie. Interesują go ludzie i ich historie. Ulubiony tytuł - "Komedia ludzka". Ale tylko tytuł.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uwagi wstępne.. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.